logo.png
                 
pl
pl
 
O chórzystach Płud z perspektywy półwiecza
Barbara Włoch
O chórzystach z Płud z perspektywy półwiecza


Był rok 1945 pamiętna mroźna zima, potem wiosna. Na pofrontowe zniszczone białołęckie tereny powoli wracało życie. Wokół zgliszcza spalonych domów lub zwaliska potrzaskane przez pociski.

Wśród nielicznych ocalonych, choć uszkodzonych domów, ostał się również nasz piękny kościółek Narodzenia NMP w Płudach, stojący samotnie na niezalesionych jeszcze wtedy piaszczystych wydmach. W obliczu powszechnego zniszczenia dźwigała się nasza wspólnota. Tu, przy kościele zaczęło koncentrować się życie.

Starym zwyczajem mieszkańcy Płud, Białołęki, Dąbrówki, Henrykowa i Wiśniewa szli na niedzielne nabożeństwa. Szli drogami rozjeżdżonymi przez czołgi, wśród lejów po bombach. Mijali mogiły poległych żołnierzy, na których stały krzyże zbite z krzywych desek, z zawieszonymi na nich dziurawymi od kul hełmami.

Zagubiłam się trochę w tym smutnym pejzażu naszej okolicy z tamtych lat, a przecież panowała wtedy wielka radość. Nieświadomi co nas czeka dalej, byliśmy bardzo szczęśliwi, bo skończył się koszmar wojny. I właśnie w takiej sytuacji powstał na nowo nasz płudowski chór. Powstał niemalże błyskawicznie, zaraz po propozycji rzuconej przez ks. Karola Zdebskiego z ambony.

Trzeba dodać, że chór istniał już w 1939 roku, prowadzony przez p. L. Drzewieckiego, organistę z Tarchomina, który razem z księdzem proboszczem Zygmuntem Węgłowskim przyjeżdżał co niedzielę bryczką do Płud, by akompaniować do Mszy św. Teraz zaś, już na pierwsze spotkanie stawiła się liczna grupa dorastającej młodzieży mieszanej, a więc chór czterogłosowy!

Byliśmy podówczas bardzo zaangażowani. Zresztą, po tylu latach cichych i konspiracyjnych mieliśmy potrzebę śpiewania. Chcieliśmy śpiewać mocno i radośnie; ze wszystkich sił! Dlatego nierzadko próby trwały do godziny 23. Mieliśmy bardzo dużo własnego czasu do dyspozycji, a mało, aby nareszcie zaśpiewać w kościele: przynaglały nas zbliżające się święta Bożego Narodzenia.

Nikt z nas wtedy nie pracował, bo nie było gdzie, nikt też się nie uczył, ponieważ nie otwarto jeszcze szkół. A na chórze wielkie przeżycia estetyczne i duchowe: uczyliśmy się śpiewać po łacinie "Mszę św. ku czci św. Ludwika" Zangla. Utwór piękny, majestatyczny, obszerny, obejmujący bez reszty całą liturgię mszalną, ale i niezwykle trudny. Perfekcyjnie "wykuty", pod batutą p. Jana Szprota, pierwszego powojennego organisty w Płudach, zapadł nam w pamięci na całe życie.

Oprócz nauki śpiewu liturgicznego, przygotowywaliśmy też rozmaite inscenizacje, skecze, piosenki, przedstawienia. Chór stanowił bowiem Kółko Dramatyczne.

Występowaliśmy w Domu Katolickim (obecnej kaplicy parafialnej), jak również w Tarchominie, Legionowie, Białołęce i w ten sposób w trudnych latach powojennych krzewiliśmy kulturę na naszym terenie. Byliśmy niezwykle dumni z tej naszej pożytecznej działalności tym bardziej, iż naszym koncertom towarzyszyły zbiórki funduszy na remont i wyposażenie kościoła po zniszczeniach wojennych.

Z prób i występów wracaliśmy do domów piechotą, niekiedy z bardzo odległych miejsc. Oczywiście nie było żadnej komunikacji. Ale miało to swój urok, gdy tak szliśmy w gwarnych, rozentuzjazmowanych grupach pośród mroków czarnej, smolistej nocy. Srebrno-biały blask księżyca oświetlał świat. Nie ma już teraz tej poświaty księżycowej, zamąciło ją sztuczne światło elektryczne.

Nie ma nad naszą okolicą ciemnego nocnego nieba z wyraźną mgławicą mlecznej drogi pośród licznych gwiazd. Nasze dzisiejsze niebo oświetlone pobliską "Czajką" i licznymi nowymi osiedlami jest jasne. I nawet mleczna droga zginęła bez śladu... Trudno mi zapomnieć tamte baśniowo piękne widoki, tak jak nie mogę zapomnieć "Mszy ku czci św. Ludwika"...

Świat się powoli zmieniał, ale chór trwał nieprzerwanie! Oczywiście i tutaj następowały zmiany: jedni szli do wojska, inni wyjeżdżali z Warszawy lub żenili się, przychodzili też nowi śpiewacy, zmieniali się organiści-dyrygenci i księża.

W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć wspaniałych prowadzących:
Józefa Laska, Eugeniusza Chmielewskiego,
Kazimierza Dudka, Ryszardza Lisa,
Jana Tetera,
Danutę Karpińską i wielu innych.

Z kolei rodzinna, serdeczna atmosfera to zasługa chórzystów:
  • Teresy Dąbek,
  • Eweliny Dąbrowskiej,
  • Zofii Dąbrowskiej,
  • Zofii Gromek,
  • Barbary Figat,
  • Zofii Kamińskiej,
  • Leokadii Kościelniak,
  • Romualdy Królak,
  • Wandy Królikowskiej,
  • Hanny Manieckiej,
  • Janiny Marchewa,
  • Genowefy Mostowskiej,
  • Henryki Orłowskiej,
  • Ireny Pawlak,
  • Marii Powały,
  • Magdaleny Spałek,
  • Zenona Owczarka,
  • Jerzego Rudnickiego,
  • Mieczysława Sitkowskiego.
Dzięki ich zaangażowaniu w 1973 roku chór ufundował okazały witraż w oknie na chórze w kościele parafialnym; oni też pieczołowicie przechowywali nuty, co obecnie pozwoliło na uruchomienie niezwykle bogatej biblioteki muzycznej, liczącej ponad 1000 partytur, w tym niejednokrotnie bardzo cennych wydawnictw przedwojennych.

Wiele energii pochłaniały także coroczne przygotowania do procesji Bożego Ciała, w której uczestniczyły połączone chóry. Warto sobie uświadomić, że do dnia dzisiejszego w chórze uczestniczyło łącznie ponad 250 osób!

Przez wszystkie lata podczas sumy w niedziele i święta rozlegał się wielogłosowy śpiew na chwałę Bożą, a piękna harmonia akordów była zawsze efektem dużego zapału, niemałego trudu i poświęcenia, przykładem bezinteresowności oraz sposobem umuzykalniania i uwrażliwiania mieszkańców Białołęki.

I tak jest do dnia dzisiejszego. I daje to nam dużo radości i pokoju, bo jest cudownie! Śpiew uszczęśliwia i bardzo jednoczy. Prowadzą nas nuty i ręka dyrygenta, ale piękne brzmienia czystych tonów muszą płynąć wprost z serca, bo to piękno gdzieś we wnętrzu człowieka zostało przez Stwórcę zaklęte, zakopane. Dobry śpiew pozwala je wydobyć, a modlitwa staje się żarliwa, pełna, szczera. I to jest najważniejsze!

Na tle chórów warszawskich wyróżniamy się interesującym połączeniem głosów dojrzałych z dziecięcymi, dającym niejednokrotnie zadziwiające efekty brzmieniowe, wysoko oceniane przez znawców chóralistyki. Wśród chórzystek znajdują się panie o długim stażu śpiewaczym, a z nimi razem śpiewają ich wnuczki ze swoimi koleżankami.

Są to AVETKI. Czwarte pokolenie śpiewające w Płudach, które występują także samodzielnie, prezentując ambitny wielogłosowy repertuar a capella i nierzadko zdobywając nagrody (ostatnie, I i III miejsce w IX Przeglądzie Piosenki Religijnej 2000 w Legionowie oraz II Puchar w I Konkursie Kolęd i Pastorałek 2001 w Ożarowie Mazowieckim).

Ich obecność w chórze jest powodem szczególnej radości, zwłaszcza w obecnych zmaterializowanych czasach, kiedy tak trudno porwać młodzież dla idei. Kiedy patrzę na Magdę Chorąży, Agnieszkę Nizio, Paulinkę Paster, Agatę Mandał, Małgosię Brulińską, Agusię Królak, Martę Ferfet, Karolinę Gudimę, Zuzię Sasin, Jolę Ugodzińską, Paulinkę Korzeniecką, Gosię Nawrot, Kasię Małkiewicz, Agnieszkę Muzińska, Sylwię Młotkowska, Karolinkę Langowska czy Karolinę Kran, czyli nasze roześmiane, pełne zapału AVETKI, przypominam sobie tamte lata czterdzieste i mam nadzieję, że bogate tradycje śpiewacze w Płudach przetrwają, a dobra, wartościowa muzyka będzie pomagać ludziom w modlitwie i uwielbieniu Boga.

Do dużej, ponad 40-osobowej, rodziny chóru AVE należy też zespół instrumentalny, który tworzy kwartet fletów prostych i trio metalofonów oraz młodzieżowa schola męska. A nad wszystkim od pięciu lat czuwa sercem oddany sprawie organista i dyrygent Bartłomiej Włodkowski.

Przeżywamy wspólnie chwile uroczyste i piękne podczas świąt i uroczystości. Daliśmy już wiele koncertów w różnych kościołach, kaplicach, domach i ośrodkach kultury, niejednokrotnie przygotowywaliśmy przedstawienia teatralne i misteria, jak to z ubiegłego roku pt. "Polskie Betlejem", z kolędami patriotycznymi, które zyskało dobre recenzje w prasie warszawskiej, śpiewaliśmy podczas wieczorów poezji z udziałem ks. Jana Twardowskiego, występowaliśmy na mszach radiowych, a corocznie przewodniczymy nowomiejskiej procesji Bożego Ciała.

Efekty naszej pracy są uwieńczone imponującą galerią plakatów koncertowych, wyróżnień i dyplomów. Są wspaniałe złote puchary za pierwsze miejsca, jest wydana w ubr. kaseta magnetofonowa.

Chór wrze radosnym życiem, entuzjazmem; panuje miła atmosfera, oparta na przyjaźni zżytej ze sobą wspólnoty. Pomimo dużych różnic wiekowych doskonale się wszyscy rozumiemy. Wiele radości sprawiają ogniska, wycieczki, pielgrzymki, zabawy i dyskoteki, wypady rowerowe, uroczyście obchodzone imieniny czy urodziny, są też Mikołajki i rodzinny opłatek.

Chór AVE na trwałe wpisał się w obraz Białołęki. Jest to chyba najstarsze, nieprzerwanie działające stowarzyszenie na tym terenie. Nie sposób mówić o historii okolicy i nie wspomnieć rozśpiewanych ludzi, którzy bezinteresownie zabiegali o to, co piękne, wzniosłe, uduchowione, choć trudne i wymagające wysiłku; którzy animowali kulturę i swoją niezłomną postawą dawali świadectwo przywiązania do tradycyjnych wartości.

Na zakończenie jeszcze jeden przyczynek do historii, którą tworzą nie tylko ludzie, ale i przedmioty. One przecież niejednokrotnie są niemymi świadkami mijających stuleci. Nasze próby odbywały się przez wiele lat w kościółku "na górce" na chórze przy potężnej fisharmonii, która była tam "od zawsze". Nie wiadomo kto zadbał o jej sprowadzenie.

Być może uczestniczyli w tym przedsięwzięciu fundatorzy i budowniczowie kościółka, albo zadbała o to tarchomińska parafia św. Jakuba, która przed wojną administrowała płudowską filią. W miarę upływu czasu jej dźwięk stawał się coraz cichszy i nieprzyjemnie piskliwy, wiele mechanizmów uległo zniszczeniu, inne wymontowano, niektóre klawisze popękały lub przestały działać, zjawiły się też korniki poważnie niszczące instrument z zewnątrz. Wszyscy spisywali fisharmonię na straty...

Tymczasem w 1999 roku w związku z jubileuszem 60-lecia istnienia Chóru i 50-lecia erygowania Parafii z inicjatywy organisty zdecydowaliśmy się wyremontować naszą towarzyszkę prób. Okazało się, iż jest to swoisty zabytek: unikatowy egzemplarz, pochodzący z końca XIX wieku, wyprodukowany w znakomitej firmie Trayser and Comp. ze Stuttgartu w dalekiej Szwabii.

Po dwóch miesiącach renowacji instrument odzyskał dawną świetność, cieszy nie tylko ucho, ale i oko odrestaurowano bowiem także piękne secesyjne motywy dekoracyjne i rzeźby. I choć dźwięk stuletniej fisharmonii nie dorównuje pewnie współczesnym instrumentom elektronicznym, to kiedy ją usłyszymy podczas nabożeństwa, wspomnijmy na dawne czasy, na ludzi, którzy się przy jej dźwięku modlili; poczujmy więź z naszymi przodkami; nauczmy się od nich tradycji...
 
Wyślij link mailem
Pdf
Drukuj
Powrót
Wypowiedz się
Urząd Dzielnicy Białołęka, m.st. Warszawy
03-122 Warszawa, ul.Modlińska 197
Telefon: 22 676 76 70
Faks: 22 676 60 90
Stronę odwiedziło osób:
9415401
logo_BP_baner_lewy.jpg
ban-konsultacje.jpg
inicjatywa baner wysuwany1.jpg
ban-mapa.jpg
ban-kontakt.jpg
ban-19115.jpg
ban-bip.jpg
ban-facebook.jpg
ban-youtube.jpg
ban-instagram.jpg