logo.png
                 
pl
pl
 
Załatw sprawę w Urzędzie
Dom Dziecka w Białołęce Dworskiej
Zbigniew Bzinkowski
Dom Dziecka w Białołęce Dworskiej



W marcu 1925 r. Zgromadzenie Sióstr Rodziny Marii, nabyło od hrabiego Reja grunty w Białołęce Dworskiej o powierzchni 11 ha, gdzie stały dwa parterowe domy letniskowe, mocno jednak zniszczone. W tym czasie, Magistrat m.st. Warszawy zwrócił się do siostry przełożonej Matyldy Getter z prośbą przyjęcia stu dzieci, ofiar ostatniej wojny.

Ponieważ zakład dla dzieci w Płudach prowadzony przez to zgromadzenie od 1924 r. był już przepełniony przystąpiono do remontu i adaptacji budynków zakupionych w Białołęce. Trudności w realizacji tego przedsięwzięcia były olbrzymie i mówiono: "Trzeba tu czynu bożego, aby trudnościom podołać".

Tak powstała nazwa "Zakład Bożyczyn". Już wiosną 1926 r. przyjął on partię 60 chłopców z domu w Płudach z uwagi na panującą tam epidemię chorób zakaźnych. W największym pomieszczeniu otwarto kaplicę, która służyła siostrom, dzieciom i domownikom. Pierwszą przełożoną Domu Bożyczyn została siostra Katarzyna Sienkiewicz.

Koszty utrzymania dzieci pokrywało Ministerstwo Pracy i Opieki. Wiosną 1927 r. założono ogród warzywno-owocowy, rok później powstały budynki, które miały służyć szkole gospodarczej dla dziewcząt. W tym czasie przebywało w zakładzie już 60 chłopców i 40 dziewcząt w wieku od 3 do 7 lat. W roku 1930 powstała Szkoła Gospodarcza dla dziewcząt w wieku 14-20 lat, w której zajęcia praktyczne prowadziły siostry, zdobywające wcześniej przygotowanie w podobnej szkole w Czechosłowacji.

Były to: Janina Pawelec i Stanisława Borowska. Przedmiotów ogólnokształcących uczyły się dziewczęta na kursach wieczorowych w Płudach, po ukończeniu których szły przygotowane i usamodzielnione do pracy. Uczennice Szkoły Gospodarczej zdobywały m.in. także doświadczenie przy pielęgnacji i wychowaniu małych dzieci, których 50 powierzył w tym czasie zakładowi Magistrat m.st. Warszawy.

Od 1931 r. zgodnie z żądaniem Władz Oświatowych wychowywanie dzieci w wieku 3-7 lat odbywało się systemem przedszkolnym. Pierwszą kierowniczką tego przedszkola była siostra Helena Julia Chlastowa.

Wkrótce też dzięki przełożonej, siostrze Franciszce Liebthal, Dom Bożyczyn uzyskał samodzielność i niezależność od Zakładu w Płudach. Zadecydowało to o jego dalszym rozwoju, gospodarstwo rozrastało się coraz bardziej. W 1937 r. wydzierżawiono we wsi Szamocin od Kamili Domańskiej łąkę na pastwisko i na zbiór siana, wybudowano dla dzieci mały basen kąpielowy, założono huśtawki, wytyczono plac zabaw. W 1938 r. Zakład liczył już 120 dzieci w wieku przedszkolnym i 18 pracujących w nim sióstr.

Z czasem Szkoła Gospodarcza uległa likwidacji, gdyż władze oświatowe nie kierowały do niej nowych dziewcząt. Ponieważ na ich miejsce przysyłać zaczęto chłopców w wieku szkolnym, tuż przed wybuchem II wojny Zakład zmienił częściowo swój charakter.

We wrześniu 1939 r., w czasie oblężenia Warszawy, wojska niemieckie zajęły dom główny Zakładu przeznaczając go na szpital polowy. Siostrom pozostawiono zabudowania gospodarcze. Sytuacja stawała się bardzo trudna, tym trudniejsza, że przysłano jeszcze 20-osobową grupę chłopców w wieku 12-16 lat ewakuowanych z Szamotuł Poznańskich, dla których nie było tu żadnych warunków. W związku z tym trzeba było umieścić ich w bursie w Warszawie.

W początkach roku 1940 przywieziono partię dzieci wywiezionych z Ciechocinka. Dla przypomnienia dodać należy, że Szamotuły i Ciechocinek leżały w tym czasie na terenie tzw. Wartegau i stanowiły integralną część III Rzeszy, z której wysiedlano Polaków. Poza tym w Domu Bożyczyn znalazło w tym czasie schronienie wielu księży, rodziny opuszczone, dzieci żydowskie, siostry zakonne z Anina i Marek oraz chorzy potrzebujący pomocy. Za przechowywanie wielu z tych osób groziły siostrom poważne konsekwencje ze strony władz niemieckich.

Pomimo olbrzymich trudności siostry tylko im znanymi sposobami zdobywały żywność i lekarstwa, aby utrzymać wszystkich przy życiu.

We wrześniu 1944 r. Niemcy ewakuowali mieszkańców Białołęki Dworskiej. Siostry z dziećmi przeniesiono do Zakładu w Płudach, gdzie umieszczono je w piwnicach, w których już było tłoczno, a warunki trudne do opisania. Wokół padały bomby, rozrywały się pociski artyleryjskie, a nad tym wszystkim unosił się dym i zapach prochu. Białołęka Dworska płonęła, płonął również Zakład Bożyczyn.

Od wschodu, od strony Radzymina, Szamocina, Grabiny, Józefowa nacierały oddziały Wojska Polskiego, a na odcinku Legionowa oddziały radzieckie. Cały teren pokryty był umocnieniami ziemnymi, rowami łącznikowymi, transzejami i polami minowymi.

Zarówno broniący się jak i atakujący wielokrotnie zmieniali pozycje. Z wysokich sosen, brzóz, dębów starczały tylko kikuty pni przestrzelonych pociskami. Na tle tego piekła widać było sanitariuszy znoszących z pola walki rannych. Poległych grzebano w prowizorycznych mogiłach.

W nocy z 9 na 10 października wpadli do piwnic płudowskiego Zakładu Niemcy z rozkazem natychmiastowego opuszczenia przez wszystkich zajmowanych pomieszczeń. Dwie wychowawczynie z sześćdziesięciorgiem dzieci wyruszyły w nieznane.

Pozostałe siostry z dziećmi przedszkolnymi miały opuścić piwnice następnego dnia rano. Tymczasem rozeszła się informacja ze źródeł niemieckich, że w Płudach pozostały tylko staruszki i dzieci gruźlicze. Informacja ta stwarzała nadzieję, że takich wraków ludzkich nie będzie potrzeby ewakuować.

Pomimo zaciętych walk po drugiej stronie torów kolejowych gęstość padających pocisków znacznie się zmniejszyła. W tym względnym spokoju doczekano 24 października żołnierzy polskich. Wojsko wynosiło z piwnic głodne, zmęczone dzieci, podziwiając, że wytrzymały ten czas na samej linii frontu. Jeszcze tego samego dnia ewakuowano wszystkich do Międzylesia do "Zosinka".

Siostry początkowo wróciły do Zakładu w Białołęce, lecz z uwagi na stopień zniszczenia, gruzy i zgliszcza uniemożliwiające egzystencję, poszły za dziećmi. Tylko trzy z nich zatrzymały się w jakichś opuszczonych schronach na terenie Białołęki Dworskiej, aby czuwać nad tym, co jeszcze ocalało.

Tuż za pierwszymi polskimi oddziałami przyjechał do Białołęki gen. Michał Rola Żymierski szukając wśród tlących się jeszcze zabudować swej żony i córki, które tu mieszkały jeszcze jesienią 1944 r. Córka mała Zosia początkowo pod własnym, a później zmienionym nazwiskiem była uczennicą szkoły w Płudach prowadzonej przez Siostry. Nie znalazł ich. Przez Rajszew dostały się na drugą stronę Wisły.

W listopadzie siostry z Międzylesia przeniosły się do Marek i zamieszkały tu u sióstr Skrytek. Żywność dostarczał im Komitet Pomocy Uchodźcom z Lublina.

Wiosną 1945 roku życie wolno wracało. Dni były cieplejsze, a więc i mieszkać można było w prowizorycznych barakach, komórkach, opuszczonych schronach. Przystąpiono do odbudowy budynku Bożyczyna własnymi siłami przy pomocy ofiarnego społeczeństwa. Do wiosny 1946 r. wyremontowano budynek gospodarczy, a w dniu 23 czerwca 1946 r. przystąpiono do budowy nowego głównego budynku.

3 czerwca 1947 r. siostry wraz z dziećmi po długiej poniewierce i kilku przeprowadzkach zamieszkały w lichym starym baraku sprowadzonym z Elbląga, ale już na swoim własnym terenie w Białołęce Dworskiej. Brak funduszów i materiałów zmusza do wytężonej pracy przy odbudowie. Przełożona Zakładu siostra Kaniewska wraz z innymi siostrami i dziećmi pracowała przy rozbieraniu zniszczonych murów, czyszczeniu cegieł, dostarczaniu materiałów i zdobywaniu żywności.

Niezmordowane w swym poświęceniu siostry robiły wszystko, byleby przed zimą zamieszkać w domu murowanym, gdyż w baraku było już bardzo zimno. W podobnej sytuacji byli wszyscy mieszkańcy zniszczonych osiedli. Jak ciężka była praca przy budowie trudno sobie wyobrazić. Nie było samochodów do dowożenia materiałów, nie było dźwigów, betoniarek itd.

Jedyną mechanizacją był wóz konny, taczki, bloczek z liną, na końcu której wisiało wiadro z zaprawą murarską i mocne ręce. 1 listopada 1947 r. ulokowano dzieci w niewykończonym nowym budynku. W 1956 r. w Zakładzie już jako placówce uspołecznionej nastąpiły zmiany. Władze oświatowe przeniosły większość chłopców starszych do Państwowego Domu Dziecka, kierując na ich miejsce 3-letnie dzieci z Domu Małego Dziecka przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

W ten sposób utworzono dwie grupy obejmujące dzieci przedszkolne i jedną szkolną. Fundusze na utrzymanie zakładu "Bożyczyn" płynęły z budżetu państwa poprzez "Caritas", który od 1951 r. sprawował nad nim nadzór. Pomimo tych zmian atmosfera w zakładzie, zwanym teraz "Domem Dziecka Caritas", pozostawała nadal miła i rodzinna.

W 1959 r. Zgromadzenie Sióstr Rodziny Marii jako jednostka nadrzędna Sióstr z Białołęki Dworskiej przekazało nieodpłatnie 1,4 ha ziemi, jako swój wkład w budowę szkoły 1000-lecia w Białołęce Dworskiej. Był to wspaniały gest, bardzo dobrze przyjęty przez miejscowe społeczeństwo.

W latach dziewięćdziesiątych Zarząd Gminy Białołęka przekazał Siostrom tytułem rekompensaty za przekazany plac pewną sumę, która pokryła część kosztów budowy nowego domu Sióstr wznoszonego przy zbiegu ul. Ołówkowej i Wałuszewskiej.

Siostry wraz z dziećmi brały udział w dniu 24 czerwca 1961 r. w uroczystym wmurowaniu aktu erekcyjnego pod nową szkołę, a już rok później przyprowadziły swe dzieci na rozpoczęcie nauki w nowoczesnym, jak na tamte lata, gmachu szkolnym.

Szczególnie dużo pomocy udzielały siostry okolicznym mieszkańcom będącym w bardzo trudnych warunkach w latach osiemdziesiątych, zwłaszcza osobom w podeszłym wieku, samotnym, a także rodzinom wielodzietnym. Pomagały żywnością i odzieżą zdobytą w sobie tylko wiadomy sposób.

Ludzie ci ze swymi problemami zwracali się przede wszystkim do siostry Reginy Żylińskiej i nigdy nie odchodzili z pustymi rękami. Gdy osiedle nie miało łączności telefonicznej, siostry w nagłych przypadkach udzielały mieszkańcom również pierwszej pomocy medycznej. Przez pewien czas prowadziły gospodarstwo rolne, ogród warzywny i oranżerię.

W tych to trudnych latach zawiązało się Towarzystwo Przyjaźni Holendersko-Polskiej, którego członkiem i organizatorem została była uczennica Sióstr w Płudach zamieszkała obecnie w Holandii Jadwiga Rogala-Borowska wraz z synem Andrzejem. Jej to zawdzięczać należy, że wiele transportów z holenderskimi darami trafiało do Domów Dziecka, do Domów Opieki Społecznej, do szpitali i to nie tylko w Warszawie.

O więzi łączącej "Bożyczyn", a później Dom Dziecka Caritas i mieszkańców Białołęki, świadczyć może choćby udostępnianie kaplicy zakładowej mieszkańcom okolicznych osiedli, aby nie musieli oni pokonywać kilometrów na mszę Św. do kościoła w Płudach.

Jeszcze w latach pięćdziesiątych każdej niedzieli na "parkingu" przed kaplicą stały rzędy wymoszczonych słomą, furmanek, którymi przyjeżdżały całe rodziny. Dziś ich miejsce zajmują eleganckie samochody choć większość zmotoryzowanych jeździ już do innych kościołów.

W latach sześćdziesiątych, kiedy to jeszcze ul. Ołówkowa była Jasną i miejscami trudno przejezdną, ksiądz kapelan od sióstr skupiał wokół siebie młodzież osiedla i umiał z nią rozmawiać. Zorganizował jej boisko do siatkówki na pustym placu przy zbiegu ulic Wałuszewskiej i Jasnej. Kupił piłkę i siatkę, chłopcy załatwili słupki. Był sędzią, graczem i instruktorem. Aby w jesienne wieczory młodzi ludzie nie nudzili się, załatwił skierowanie snopa światła lamp ulicznych tak, aby jednocześnie oświetlały ulicę i boisko.

W każdą niedzielę służyło u niego do mszy 10-12 ministrantów, którym siostry poszyły małe komże. Chłopcy uważali sobie za punkt honoru być ministrantami. Dziś wielu z nich zajmuje poważne stanowiska, ale przy koleżeńskich spotkaniach mile wspominają tamte lata.

Również w tych latach sześćdziesiątych-siedemdziesiątych Siostry prowadziły u siebie naukę religii dla uczniów szkół w Białołęce Dworskiej. Ze względu na panujący tu klimat, większą niż szkolna swobodę, na lekcje, choć nie były obowiązkowe, uczęszczały całe klasy niezależnie od tego gdzie pracowali rodzice, jakie zajmowali stanowisko służbowe czy funkcje społeczne.

Dodać do tego trzeba prace na rzecz osiedla odśnieżanie pługiem konnym głównych ciągów pieszych w czasie obfitych opadów śniegu czy wypożyczanie wozu konnego z woźnicą do różnych prac remontowych dróg i chodników, odwiedzanie chorych sąsiadów, a nawet partycypowanie w kosztach budowy oświetlenia ulicznego osiedla.

Tu już nie chodziło o wielkość przekazywanych na ten cel kwot, lecz sam gest, gdyż były to pieniądze z osobistych kont Sióstr. A były to lata kiedy żaden miejski pług odśnieżny nie pokazywał się na Białołęce Dworskiej, żadne przedsiębiorstwo budowy dróg nie interesowało się naszymi drogami czy chodnikami, a za kilka punktów świetlnych na ulicach mieszkańcy regulowali rachunki z własnej kieszeni.

Nie rzadko widać było siostry pracujące przy wykopkach ziemniaków, żniwach, omłotach, pasieniu krów czy nawet powożące wozem konnym.

Siostry brały i biorą czynny udział w przygotowywaniu ołtarzy na uroczystości Bożego Ciała. Procesje idą tradycyjnym już szlakiem od kościoła "Na Górce", ulicą Klasyków do leśnej polany przy st. kol. Płudy. We wspomnieniach pozostały procesyjne spotkania znajomych, których nie widziało się cały rok, choć byli mieszkańcami tej samej parafii.

W dniu Bożego Ciała uczestniczyli śmiało powiedzieć można prawie wszyscy parafianie. Dziś choć mieszkańców jest więcej, na procesjach jest luźniej, gdyż wielu z nich korzystając z posiadanych samochodów wyjeżdża w tym dniu do swych rodzinnych miejsc.

Pamiętać również trzeba o posłudze niesionej chorym, przykutym do łóżka oraz ludziom starym. Nie chodzi tu o wsparcie materialne, lecz o samą świadomość, że ktoś spoza najbliższych o nich pamięta, przynosi ulgę.

Zgromadzenie Sióstr Rodziny Marii, mocno związane z Białołęką w przeszłości, obecne jest w niej nadal. Ale czasy się zmieniły. Nie ma gospodarstwa rolnego u Sióstr, nie ma wozów konnych, a one same przesiadły się z rowerów do samochodów.

Stary, murowany budynek główny niegdyś chluba "Bożyczyna" zastąpił zbudowany w latach dziewięćdziesiątych nowoczesny i obszerny gmach. Usytuowany przy dwu głównych ulicach Wałuszewskiej i Ołówkowej, widoczny również do Bohaterów jest jedną z wizytówek osiedla.

Wyślij link mailem
Pdf
Drukuj
Powrót
Wypowiedz się
Urząd Dzielnicy Białołęka, m.st. Warszawy
03-122 Warszawa, ul.Modlińska 197
Telefon: 22 676 76 70
Faks: 22 676 60 90
Stronę odwiedziło osób:
9145996
logo_BP_baner_lewy.jpg
ban-konsultacje.jpg
inicjatywa baner wysuwany1.jpg
ban-mapa.jpg
ban-kontakt.jpg
ban-19115.jpg
ban-bip.jpg
ban-facebook.jpg
ban-youtube.jpg
ban-instagram.jpg