logo.png
                 
pl
pl
 
Załatw sprawę w Urzędzie
Wspominając Brata
Antoni Zawadzki
Wspominając Brata



Z cech charakterystycznych osobowości mojego brata Wojciecha Zawadzkiego podkreśliłbym życzliwość i uczynność to co dzisiaj jest niestety w zupełnym zaniku. Mimo że był zawsze bardzo zajęty, poprawiał zeszyty, uczył polskiego to ciężka praca, nigdy jednak nikomu nie odmówił pomocy. Więcej nawet: sam występował z taką inicjatywą. Kiedy ktoś się skarżył, żalił, że nie może sobie z czymś poradzić, czegoś załatwić mój brak brał na siebie to zadanie. Pomagał zazwyczaj emerytom, dawnym nauczycielom. Pisze o tym w swoim pamiętniku:

"Starajmy się ludziom sprawić jak najwięcej przyjemności tymi drobnymi i małoznaczącymi formami, które odgrywają tak wielką rolę w życiu. Nie tylko w chwilach żałoby człowiek łaknie współczucia, dowodu pamięci i serca ludzkiego potrzebuje go stale, a w dnie uroczyste imienin, świąt itp. specjalnie dużo.

Dlatego przez wstrętne lenistwo nie zaniedbujmy imienin bliskich nam i dalszych nawet posyłajmy życzenia i nie obawiajmy się, aby nie były zbyt czułe, czy serdeczne to tylko przyjemność sprawi.

Nie zaniedbujmy drobnych dowodów serca: podarunków, odwiedzin i wizyt, gdy okoliczności tego wymagają pamiętajmy, że ta specjalnie zasada: jak ty komu, tak on tobie ma ważne znaczenie, że zresztą wyświadczanie przyjemności nam nie zaszkodzi, a kogoś ucieszy a może i poprawi. Szerzmy radość".

Taka życzliwość, szczególnie dla ludzi starych była dla Niego charakterystyczna. Wysyłał na dzień nauczyciela, czy na rozpoczęcie roku szkolnego kartki do nauczycieli emerytów z życzeniami, wspomnieniami o tym, jak to niegdyś było. Wiedział, że oni 1 września odczuwają bardzo boleśnie, że już są poza nawiasem życia i starał się im w jakiś sposób to powetować, sprawić jakąś przyjemność.

Inna cecha charakterystyczna to jego stosunek do pieniędzy były dla niego nieistotne. Ileż lekcji dawał bezpłatnie: czy to dzieciom swoich uczniów, czy zwyczajnie komuś, kto zwracał się z jakimś problemem, prosił o lekcję. Takie osoby od razu przyjmował i starał się jak najlepiej pomóc. Zupełnie nie brał pod uwagę tego, że stanowiło to dla niego obciążenie, że nie miał na to czasu.

Twierdził, że nauczyciel, tak jak lekarz, nie powinien nigdy odmówić, gdy ktoś się do niego zwraca o pomoc. Pracę nauczycielską widział jako konieczność służby, to było Jego powołanie.

Unikał rozgłosu, Zawsze uważał, że inni są bardziej godni, aby dostąpić jakiegoś zaszczytu. On sam najlepiej się czuł, gdy był zwykłym pracownikiem, a nie kimś decydującym, kimś na stanowisku kierowniczym. Nigdy do żadnych stanowisk nie doszedł, także ze względów politycznych.

Interesował się losami swoich uczniów, ich prywatnym życiem, ich problemami. Jest na to wiele dowodów we wspomnieniach dawnych uczniów. Nawet kiedy już byli dorośli, mieli swoje rodziny, zainteresowanie to nie gasło, utrzymywał z nimi kontakt, chciał wiedzieć co się z nimi dzieje.

Niezwykle charakterystyczna była jego opiekuńczość w stosunku do matki. Matka była obłożnie chora przez wiele lat, a on był jej głównym pielęgniarzem Nie wyjeżdżał absolutnie nigdzie, żeby jej nie zostawiać samej. Co roku jeździł do Częstochowy, ale tylko na jeden dzień, by wrócić na noc. Kiedy był u kogoś z wizytą, co ogromnie lubił, patrzył na zegarek. Pilnował pory kolacji, kiedy trzeba było wrócić do domu i tę kolację matce podać.

Całe życie prowadził pracę nad sobą, czego ślady można znaleźć w Jego pamiętniku. Był człowiekiem surowych zasad, bardzo pobożnym i dlatego też bardzo wymagającym zarówno w stosunku do siebie, jak i względem innych. Dla swoich uczniów stanowił wzór moralny.

Biblioteka

Mam przed sobą zdjęcie z 1930 r. To były początki biblioteki. Według mnie drugi rok jej istnienia. Brat stoi przy stoliku, młodzi czytelnicy czekają z zmianę książek. Ot, po prostu kilku chłopców piętnastoletnich gromadziło książki od siebie, od znajomych, od rodziny i przed domem w Wiśniewie rozpoczęło wydawanie książek. Jeden dał 10 książek, drugi 15 i z tygodnia na tydzień ilość książek się powiększała.

Wszystko to w dni dyżurów wynosiło się w koszu od bielizny przed bramę. Tak się zaczęło. W tych grubo przedwojennych latach nie było żadnej biblioteki dookoła, nie było książek. Dzieci garnęły się jak najliczniej do naszej biblioteki. Oto przekład jak właściwie z niczego, z zabawy piętnastolatków może powstać dzieło, które przetrwa lata.

Biblioteka liczy dziś kilkanaście tysięcy tomów i przez cały ten okres, przez 66 lat, swoją funkcję, chyba dość istotną, spełnia. Przed wojną istniały zaczątki dzisiejszej biblioteki. W Henrykowie była filia, a w Wiśniewie wypożyczalnia dla dzieci i młodzieży. Wszystko to razem należało w latach 30-tych do Polskiej Macierzy Szkolnej, która objęła patronat nad biblioteką. Nazywało się to formalnie: Czytelnia Świetlica Koła Polskiej Macierzy Szkolnej. Oczywiście trzeba było zdobywać jakieś fundusze, żeby móc kupować nowe książki.

Opłaty w bibliotece były symboliczne przed wojną 10 gr. To nie był duży pieniądz, a tyle czytelnicy miesięcznie płacili. Zaczęli ci młodzi chłopcy urządzać przedstawienia amatorskie, żeby zyskać fundusze na bibliotekę. Jednym z członków trupy był przyjaciel mego brata, znany później Kurier z Warszawy, Zdzisław Jeziorański Jan Nowak, wieloletni dyrektor radia Wolna Europa. Przedstawienia odbywały się w naszym mieszkaniu na ulicy Lwowskiej 13, publiczność stanowiła głównie rodzina, różne ciotki i wujkowie. Niekiedy organizowane były również loteria fantowe.

W czasie okupacji biblioteka przeżywała okres swego intensywnego rozwoju. Nigdzie nie było bibliotek, ani też żadnych rozrywek, więc czytelnicy zjeżdżali się z najrozmaitszych stron. Istnieją jeszcze ślady tej popularności. Zachował się zeszyt czytelników, których ilość przekraczała wtedy, z dziećmi licząc, tysiąc. Na dyżury przychodziło 70-80 osób. Czekało się na książkę w długiej kolejce, jak później w czasach kryzysu w latach 80-tych w sklepie mięsnym po kiełbasę.

Parę lat temu przyszła do biblioteki starsza, tęga pani i wspominała, jak niegdyś przyjeżdżała po książki z Legionowa. Wtedy widać było drogę do biblioteki wysiadłszy z kolejki, którą dojeżdżała, widziała czytelników zmierzających wszystkimi drogami w kierunku wypożyczalni. Oni wskazywali drogę. Dziś wszyscy wzruszają ramionami: jaka biblioteka? Był jednak czas, gdy jeździli czytelnicy w Legionowa, Jabłonny, Białołęki, Choszczówki, Żerania, Henrykowa, Piekiełka, Nowego Dworu, Tarchomina nad Wisłą.

W pierwszych latach powojennych biblioteka rozkwitała nadal. Oczywiście tak jak za Niemców, również po wojnie wszyscy o niej wiedzieli, ale nikt jakoś jej nie szkodził. W księgozbiorze były rozmaite książki antykomunistyczne, lecz biblioteka mogła normalnie funkcjonować. Chociaż zdarzały się kontrole. Któregoś razu przyszedł jakiś młody inspektor, przeglądał katalog, zobaczył książkę pod tytułem "Michał Anioł" i uznał, że to pewno chodzi o świętego Michał Archanioła. Stwierdził, że to trzeba wyrzucić i zabrał książkę.

Biedak nie wiedział, że Michał Anioł Buonarotti świętym nie był. Zachowały się w katalogach podpisy inspektorów przy pozycjach, które ich zdaniem należało usunąć. Przysyłano pisma wskazujące takie książki. Jednak księgozbiór szczęśliwie ocalał. Jedyne książki, które zginęły to te, które były u czytelników.

Biblioteka wielokrotnie zmieniała swoją siedzibę. Przed samą wojną 1939 r. mieściła się na ul. Sąsiedzkiej u pani Chrzanowskiej tu odbywały się potańcówki, tu mieściła się Macierz Szkolna. Właścicielem domu, w którym przetrzymywano zbiory biblioteki w czasie okupacji był Zenon Surgiewicz, którego brak Symeon wspomina bibliotekę i tajne komplety w Wiśniewie w swojej książce "Ciuchcie warszawskie".

Po wojnie biblioteka była nadal samowystarczalna, aczkolwiek różne organizacje próbowały się nią opiekować. Najpierw Samopomoc Chłopska dwa razy dała pieniądze i po roku zrezygnowała. Później Stronnictwo Demokratyczne. Mieli bardzo wiele planów, m.in. budowy odpowiedniego lokalu, ale w końcu stwierdzili, że biblioteka ma księgozbiór zbytnio na owe czasy niebezpieczny i wycofali się wkrótce z wszelkiej pomocy.

Oczywiście, praca bibliotekarzy przez całe 66 lat była całkowicie społeczna. Przy takiej ilości czytelników musiało pomagać nam wiele osób. Trzeba było książki oprawiać, zajmować się księgozbiorem. W ten sposób biblioteka mogła się jakoś rozwijać. Przychodziły głównie wówczas uczennice szkolne. Z osób dziś żyjących: Maria Lisowska, Maria z d. Pietrucha Sekuła, Magdalena z d. Smolińska Chmielewska, Barbara z d. Dorobek Piasecka.

Późniejsze lata, 70 i 80-te, to okres upadku biblioteki. Mnożą się inne biblioteki, wzbogacają księgozbiory prywatne, a przy tym chyba jednak młodzież i dzieci o wiele mniej czytają. Książek z lektury szkolnej było w naszej bibliotece po 7-8 egzemplarzy. Dziś jest to wykorzystywane w bardzo małym stopniu. Jakoś sobie młodzież szkolna radzi inaczej: albo w ogóle nie czyta, albo kupuje książki, czy czyta streszczenia i to im musi wystarczać...

Obecnie część księgozbioru została oddana do parafii w Płudach. To jedyna instytucja, która będzie zawsze istniała, bo wszystko może się zmieniać, ale parafie pozostaną. Biblioteka parafialna dostała nawet nazwę imienia prof. Wojciecha Zawadzkiego, ma swoją pieczątkę. Cóż ale i tam, tak samo jak i wszędzie dzisiaj, nie ma wielkiego tłoku, ani wielkich szans rozwoju. Może to się jeszcze zmienić z czasem. Całość biblioteki będzie musiała również tam przejść, ale i dla szkoły można by część wydzielić.

Działalność biblioteki to jeden z ważnych rozdziałów życia mojego brata. Jeszcze przed wojną poza prowadzeniem biblioteki, podejmował liczne inne prace z dziećmi. Była to na przykład praca w ogródku. Część ziemi było oddane na tzw. zagonki. Dzieci się schodziły, tam sobie coś siały, pracowały. Urządzane były zawody sportowe z nagrodami. Można było tutaj przyjść, pobawić się, uprawiać sport.

Było rozdawanie pomocy szkolnych dla młodzieży niezamożnej. Kierownictwo szkoły przysłało z karteczką ucznia, że potrzebuje kredek, zeszytów, czy jakichś innych artykułów szkolnych i to było za pieniądze Macierzy Szkolnej dzieciom kupowane. Ale spośród tych wszystkich działań najważniejsza jest biblioteka, bo to zostało.

Wyślij link mailem
Pdf
Drukuj
Powrót
Wypowiedz się
Urząd Dzielnicy Białołęka, m.st. Warszawy
03-122 Warszawa, ul.Modlińska 197
Telefon: 22 676 76 70
Faks: 22 676 60 90
Stronę odwiedziło osób:
9146030
logo_BP_baner_lewy.jpg
ban-konsultacje.jpg
inicjatywa baner wysuwany1.jpg
ban-mapa.jpg
ban-kontakt.jpg
ban-19115.jpg
ban-bip.jpg
ban-facebook.jpg
ban-youtube.jpg
ban-instagram.jpg