logo.png
                 
pl
pl
 
Załatw sprawę w Urzędzie
Jak budowaliśmy kościół w Płudach
Maria Wędrowska
Jak budowaliśmy kościół w Płudach


Tekst Marii z Nowakowskich Wędrowskiej, odpisany z rękopisu powstałego około 1947 lub 48 roku, przekazała wnuczka autorki Anna Przedpełska-Trzeciakowska, córka Stanisławy z Wędrowskich Przedpełskiej. Wedle informacji przez nią złożonych zawierał on pierwotnie prawdopodobnie jeszcze jedną stronę, której w papierach rodzinnych nie odnaleziono. Wędrowscy osiedli w Płudach w początku lat 20-tych i mieszkali tam aż do Powstania Warszawskiego. Maria była znaną społecznicą, Wacław budowniczym wielu kościołów w Polsce. Wspomniany w tekście ks. Marceli Nowakowski, znany kaznodzieja i proboszcz kościoła Zbawiciela w Warszawie, rodzony brat Marii, zginął w 1941 r. rozstrzelany przez Niemców.

Przed 40 laty właścicielem znacznych przestrzeni w Płudach był pan Krzysztof Kiersnowski, rejent hipoteki warszawskiej. Należały do niego m.in. grunty zajmowane później przez Siostry Rodziny Marii i rodzinę Kurzynów, a także piaszczyste pagórki dochodzące aż po drogę kościelną. Kiersnowski był człowiekiem przedsiębiorczym, zamyślił więc całe te wydmy piaszczyste zalesić i stworzyć podwarszawskie letnisko. W planie tych zamierzeń powstał także projekt budowy kościółka w Płudach.

Zwrócił się więc Kiersnowski do mojego męża, śp. Wacława Wędrowskiego, budowniczego kościołów i znalazł w nim chętnego pomocnika. Mąż opracował plan kościółka i podjął się bezinteresownie poprowadzić roboty budowlane. Kiersnowski wydzielił plac, zainteresował okolicznych obywateli, zebrał od nich deklarację ofiar na kościół i po zatwierdzeniu planów przystąpiono do budowy.

Kiedy założone były fundamenty i nad powierzchnię ziemi na niecały metr wyprowadzone zostały mury, zaszły niekorzystne zmiany w interesach Kiersnowskiego, tak, że po pewnym czasie musiał sprzedać całą swoją własność w Płudach, utracił rejenturę warszawską i przeniósł się do Brzezin, miasta prowincjonalnego, na stanowisko rejenta powiatowego. Oczywiście budowa kościoła została wstrzymana i taki stan rzeczy trwał dwa lata. Mury zaczętego kościółka niszczały i służyły złym elementom za schronienie.

Jako gorliwi katolicy nie mogliśmy patrzeć na to, że początek zbożnej pracy idzie na marne. Wobec tego, że na Kiersnowskiego liczyć już nie było można, zaprosiłam obywateli płudowskich do naszego domu na naradę z silnym postanowieniem dalszej budowy. Zapał mój dobrze podziałał, bo od razu zawiązaliśmy komitet. Co kto mógł zaofiarował w gotówce i wszyscy przyrzekli współpracować jak będzie można. Komitet nie był ściśle formalny, bo zaprosiłam wszystkich, żeby czuli się jego członkami.

W każdym razie rachunki przechodziły przez książki, a skarbnikiem był śp. Konstanty Pruszak. W naszym mieszkaniu odbywały się wszystkie narady i postanowienia. Z osób, które pamiętam, należeli: Pruszakowie, Walicki, Merkel, Wiśniewski radca hipoteki warszawskiej działu ziemskiego, Andrzej Kościelniak, p. Boboli, p. Miciński kasjer Banku Handlowego i inni, których nazwisk nie pamiętam. Wszyscy jednak okoliczni mieszkańcy chętnie patrzyli na nasze poczynania, ale nie wierzyli, że damy sobie radę bez organizacji parafialnej, ambony i proboszcza.

Wysiłek był ogromny, ale i zapał nie ustawał. Zebrało się trochę w gotówce, Kościelniak zachęcał gospodarzy do pomocy w zwożeniu materiałów i do pomocy w robociźnie, bo na stałą pomoc liczyć nie było można. Pamiętam, że przy budowie chóru dużo pracy oddał bezinteresownie p. Bułka cieśla z Henrykowa. Wydawaliśmy pocztówki z widokiem kościółka, robotnicy mojego męża zaofiarowali dzień pracy (tzn. oddali zarobek jednego dnia), urządzaliśmy koncerty, amatorskie przedstawienia teatralne, kupowaliśmy w Warszawie przedstawienia w teatrach i sami sprzedawaliśmy bilety. Nigdy jednak tanecznych zabaw na cel kościoła nie było.

W ciągu dwóch lat kościół został wybudowany. Dnia 8 września 1913 roku uroczyście poświęcony przez księdza prałata Regensa Konsystorza (nazwiska nie pamiętam). Kazanie wygłosił ks. prałat dr Marceli Nowakowski, który w swej pięknej mowie powiedział, czym są domy Boże dla wiernych, ale nie wymienił, i słusznie, niczyich zasług przy budowie kościółka mówiąc, że największą nagrodą dla osób, które przyczyniły się do budowy jest zadowolenie z dokonanej pracy.

Przyjęcie dostojników Kościoła i członków Komitetu, na którym byli pp. Kiersnowscy, odbyło się w domu Wędrowskich. Oczywiście koszty wszelkie z tego powodu wynikłe Wędrowscy ponieśli sami, ciesząc się, że mogą to samo urządzić nie obciążając kasy budowy kościoła. Kościół jest pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny.

A teraz wymienić należy ofiarodawców:

Pan Wiśniewski wyżej wspomniany, jakkolwiek nie gorliwy katolik, ale jako obywatel Płudów gorliwie przyczyniał się przez swoje stosunki do zbierania ofiar w naturze. Nigdy nie chciał powiedzieć, co od kogo pochodzi, ale monstrancja, dzwonki, ampułki, krzyż na cymborium, kociołek do wody święconej wraz z kropidłem, trybularz jego staraniem zostały zdobyte.

Całą kościelną bieliznę czysto płócienną z koronkami ofiarowała pani Bobolowa, wszystkiego po 3 sztuki, a drobnej więcej. Cóż, kiedy za czasów ks. proboszcza tarchomińskiego Bańkowskiego, który był nieprzychylnie nastawiony do kościółka w Płudach, część tej bielizny skradli. Ocalało to, co przezornie zabrałam do Warszawy, a co przez siostry Rodziny Marii w Płudach oddałam już na ręce ks. proboszcza Wasia.

Państwo Micińscy ofiarowali żyrandol. Mandrukowie starzy kandelabry srebrzone (nie wiem, czy są jeszcze). Pan Walicki dywan na stopnie ołtarza (skradziony).

Wyślij link mailem
Pdf
Drukuj
Powrót
Wypowiedz się
Urząd Dzielnicy Białołęka, m.st. Warszawy
03-122 Warszawa, ul.Modlińska 197
Telefon: 22 676 76 70
Faks: 22 676 60 90
Stronę odwiedziło osób:
7625739
logo_BP_baner_lewy.jpg
ban-konsultacje.jpg
inicjatywa baner wysuwany1.jpg
ban-mapa.jpg
ban-kontakt.jpg
ban-19115.jpg
ban-bip.jpg
ban-facebook.jpg
ban-youtube.jpg
ban-instagram.jpg