logo.png
                 
pl
pl
 
Załatw sprawę w Urzędzie
O Marcelinie i Majlertach
Zbigniew Bzinkowski
O Marcelinie i Majlertach


Niniejszy tekst oparty został w znacznym stopniu na informacjach uzyskanych od Pań Elżbiety Ćwiek i Elżbiety Majlert oraz od Pana dr Witolda Majlerta, za co wszystkim wymienionym osobom należy się od autora serdeczne podziękowanie.

Dzieje osady rolniczej, następnie folwarku i wsi Marcelin sięgają początków XIX w. W 1827 r. liczył on 5 domostw i 66 mieszkańców, w 1905 r. były tu już 22 domy, a liczba ludności wzrosła do 239 osób.

Pierwszym właścicielem Marcelina z rodu Majlertów był Wilhelm Karol Henryk, który pisał się jeszcze jako Meylert. Urodzony w 1853 r. w Warszawie, studiował w Akademii Rolniczej w Pruszkowie na Śląsku. Praktykę rolniczą odbywał w poznańskim, nieco później zaś zarządzał majątkiem Honnenberga w Wawrzyszewie pod Warszawą. Dążył jednak od początku do pracy na swoim. W 1878 r. nabył za 28 tys. rubli pożyczonych od rodziny nieduży zaniedbany folwark w Marcelinie, mający 8 włók powierzchni.

Jak czytamy w "Gazecie Robotniczej" z czerwca 1927 r., folwark ten miał kilka budynków wymagających remontu, parę krów i kilka wychudłych szkap. W ciągu kilku lat intensywnej pracy pielęgnacyjnej, przede wszystkim polepszaniu warunków glebowych i przeprowadzeniu melioracji podmokłych terenów, przekształcił go Meylert we wzorowe gospodarstwo rolne, które zaczęło przynosić zyski.

Nie trwało to długo, gdyż w latach 1880-1890 zaczęło napływać do kraju bardzo tanie zboże z Rosji i Ameryki, co spowodowało upadek ekonomiczny gospodarstw polskich. Ceny spadły o 50%. Sytuacja zmuszała do zmiany profilu produkcji. Dziś powiedzielibyśmy, że zadziałały reguły wolnego rynku. Mając doskonałe przygotowanie rolnicze, Wilhelm Meylert przerzucił się na hodowlę zwierzęcą. W ciągu krótkiego czasu miał już 100 sztuk bydła.

Dla obniżenia kosztów, w roku 1890 pozbył się pośredników, organizując samemu dostarczanie mleka w kapslowanych butelkach do sklepów i domów prywatnych w Warszawie.

Prosperity trwała krótko. Zaraza spustoszyła oborę, a dwukrotny pożar strawił znaczną część mienia. Aby podnieść Marcelin, właściciel objął w roczną administrację kilka innych majątków. Odbudowa zniszczonej obory zaczęła ponownie przynosić zyski, podniosła się też kultura ziemi w gospodarstwie.

W latach 1902-1905 Meylert założył na powierzchni 8 morgów plantację szparagów, która oczyściła Marcelin z długów. Marcelińskie szparagi cieszyły się dużym powodzeniem szczególnie na stołach Petersburga. Plantacja szparagów była największą plantacją w rejonie podstołecznym. Źródło dochodów obok szparagów stanowiła również plantacja malin.

W roku 1912 Wilhelm Meylert oddał Marcelin w ręce synów: Witolda i Zdzisława, a sam osiadł w stolicy. W Warszawie wspólnie z ministrem rolnictwa Stanisławem Janickim prowadził biuro melioracji rolnych. Wykładał też w Szkole Rontalera organizację i administrację gospodarstw wiejskich.

Chcąc ułatwić rolnikom nabywanie inwentarza żywego bez pośredników, stanął na czele Komisji Handlowej Centralnego Towarzystwa Rolniczego, a następnie utworzył spółkę "Syndykat Handlowy" mającą dostarczać mięso dla armii. Na skutek wadliwie sporządzonej umowy spółka upadła wraz z kapitałem założycielskim jej twórców. Wilhelm Meylert stracił w tym niefortunnym przedsięwzięciu prawie całe zasoby finansowe. Jak przystało na człowieka czynu, nie załamał się jednak i w niedługim czasie założył kolejną spółkę "Planta" dla handlu ziołami aptekarskimi.

Pomimo swych ponad sześćdziesięciu lat był bardzo aktywny, pracując w towarzystwach i instytucjach społecznych. Działał m.in. w Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności, w Komitecie Obywatelskim w końcowych latach okupacji niemieckiej, a także w Komisji Rejestracji Strat Wojennych I Wojny Światowej.

Dużo czasu poświęcał działalności publicystycznej, zamieszczając artykuły przede wszystkim w Gazecie Rolniczej. Za przekazywanie rolnikom najnowszych zdobyczy wiedzy został uhonorowany w 1921 roku Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta. Był członkiem honorowym Centralnego Towarzystwa Rolniczego. Zmarł w 1931 r.

Starszy z jego synów Witold Majlert (1882-1968) studiował na Politechnice Warszawskiej, zwanej wtedy Instytutem Politechnicznym Cesarza Mikołaja II.

Na skutek buntu studentów, domagających się wprowadzenia języka wykładowego polskiego, uczelnię zamknięto. Dalsze studia odbywał więc w Wiedniu, gdzie ukończył Hochschule für Bodenkultur (Wyższa Szkoła Kultury Rolnej). Po przejęciu przez państwo części Marcelina pod budowę zakładów FALBET, pracował przez szereg lat jako adiunkt w Głównym Urzędzie Miar, wprowadzając szereg nowych metod pomiarowych.

Dzieło dziadka i ojca, kontynuował Witold Henryk Majlert (ur. w 1913 r.), absolwent SGGW i doktor nauk rolniczych. Wzięty do niewoli niemieckiej w 1939 r. przebywał w Stalagu IA w Prusach Wschodnich. Zwolniony na skutek choroby, wrócił do Marcelina. Ciężką pracę w gospodarstwie pod czujnym okiem ojca przerwał rok 1944 opuszczony przez wysiedlonych mieszkańców Marcelin został zniszczony w trakcie toczących się tu walk.

Gruntowne wykształcenie i zdolności zapewniły po wojnie Witoldowi Henrykowi pracę w różnych instytucjach resortu rolnictwa. Był m.in. radcą w Ministerstwie Rolnictwa, pracownikiem naukowym katedry Uprawy i Hodowli Warzyw SGGW w Skierniewicach i Wydziału Ogrodniczego Uniwersytetu Poznańskiego. Na emeryturę odszedł ze stanowiska Dyrektora Zespołu Rolniczo-Żywnościowego Polskiego Komitetu Normalizacji i Miar. Całe swoje życie zajmował się unowocześnieniem produkcji rolnej i ogrodowo-warzywniczej, a także jej należytemu wykorzystaniu poprzez odpowiednie przechowywanie, obrót i eksport. Zagadnieniom tym poświęcił liczne publikacje.

Mimo intensywnej pracy zawodowej znajdował czas na prace społeczne, m.in. był Sekretarzem Generalnym Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Ogrodników Naczelnej Organizacji Technicznej, zastępcą przewodniczącego Zarządu Głównego SITO (Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Ogrodnictwa), Przewodniczącym Rady Zespołu Rzeczoznawców SITO, Przewodniczącym Komisji Seniorów SITO oraz członkiem Prezydium Komisji Gospodarki Żywnościowej NOT. Za swą działalność zawodową i społeczną uhonorowany został najwyższymi odznaczeniami państwowymi i resortowymi. Nigdy nie był członkiem żadnej organizacji politycznej.

Przez wiele powojennych lat Witold Henryk Majlert pracował też na rodzinnym gospodarstwie w Marcelinie. Z 12-hektarowego gospodarstwa odziedziczonego po ojcu, po kolejnych wywłaszczeniach pozostało 0,7 ha, a i tę resztę zajęto w 1972 r. przebijając tam ul. Marywilską.

W pracy tej pomagała mu żona Halina Majlert z domu Kopeć. Jerzy Kasprzycki opisując Marcelin w Warszawskich pożegnaniach ("Życie Warszawy" z 31 stycznia 1981 r.), przytoczył maleńki fragment wierszowanych wspomnień Witolda Henryka Majlerta, w których autor zawarł swe przywiązanie do ziemi, którą musiał opuścić nie z własnej woli i z którą związany był od dziecka. Zawarty jest w nich m.in. opis starego dworu w Marcelinie:

Dom mojego dzieciństwa dawno nie istnieje,
Ale pamiętać o nim nigdy nie przestanę.
Tragiczne były wojny i losu koleje
Bo dom spłonął, a bomby rozwaliły ściany,
Tak, jak na to pozwoli nieudolne słowo
Chciałbym ten dom odtworzyć choć na oka mgnienie
I wszystko tak jak było zobaczyć na nowo,
Mury, pokoje, sprzęty ogarnąć spojrzeniem.
Chciałbym bardzo nie spiesząc się, powolnym krokiem
Przejść przez wszystkie pokoje domu w Marcelinie
Dawne wspomnienia wskrzesić, wyostrzonym wzrokiem
Zobaczyć obraz, który w pamięci już ginie. [...]
Najstarsza fotografia, która ocalała
Przedstawia dworek w jego pierwotnej postaci.
Z dwu części ta budowla wówczas się składała.
Widać wyraźnie dachu nierówne połacie.
Jeden dach gontem kryty, na części drewnianej
Bardzo stromy najstarszą część domu osłania.
Drugi na elewacji frontu murowanej
Ma bardziej fantazyjne w kształcie załamania.
W swej pierwotnej postaci dom był parterowy,
A piętra powstały w późniejszym okresie
W wyniku prowadzonej ciągle rozbudowy,
Którą uzupełniano przez całe stulecie. [...]
Sądząc po tym, jak wówczas wyglądał front domu
Był to rok chyba tysiąc dziewięćset dziesiąty
Jeszcze się wtedy wojna nie śniła nikomu
I daleko był jeszcze rok czterdziesty piąty...
W okresie kiedy dziadek wasz w tym domu mieszkał
Było razem pokoi chyba ze dwadzieścia.
Większych i okazałych w skrzydle murowanym,
Trochę mniejszych i niższych w budynku drewnianym,
W którym była ponad to mleczarnia, spiżarnia,
Kuchnia, długi korytarz i oddzielna pralnia,
Nie licząc piwnic, głębokich jak trzeba,
Wędzarni oraz pieca do pieczenia chleba.
Wreszcie na szczycie domu solarium powstało,
Które się wówczas jeszcze tak nie nazywało.
Przy przejrzystym powietrzu, jakie bywa z rana
Widać stąd było wieże Świętego Floriana,
Za Wisłą zaś, wśród lasu kościół na Bielanach.
Wokół zaś była przestrzeń słońcem pozłacana.
A w zimie, kiedy ziemię przysypał śnieg biały
Dachy stajni, wozowni w tym śniegu błyszczały
I czworaki, co rzędem za podwórzem stały
Jasne odblaski słońca na swych dachach miały. [...]

Dalej następuje opis tarasu służącego m.in. do nocnych obserwacji przez teleskop nieba, placu do siatkówki i kortów tenisowych, a wreszcie poszczególnych pomieszczeń dworu, w tym pokoju stołowego.

... Najważniejszym we dworze był pokój stołowy
Bo głównie tam się życie rodzinne skupiało,
Prowadziło się długie wieczorne rozmowy,
Tam się jadło i piło, gości przyjmowało,
Przy długim stole osób dwanaście siadało.
A pod trzema ścianami trzy kredensy stały
Kiedy zaszła potrzeba stół się rozsuwało
I dodatkowe miejsca wtedy powstawały.
Przy drzwiach wisiała wielka podkowa drewniana
Z haczykami, na których klucze zawieszano,
Tymi kluczami kłódki otwierano z rana,
A wieczorem starannie znów je zamykano.
Były klucze od spichrza, wozowni i stajni,
Od piwnicy i strychu, kurnika i szklarni,
Od obory, stodoły chlewni, porządkowni,
Kuźni, skrzyni z obrokiem oraz narzędziowni.
Róg ogromny przy pęku kluczy przyczepiono,
Który miał zapobiegać, by ich nie zgubiono.
Pod ścianą był telefon nie całkiem zwyczajny,
Ale przełącznikowy aparat centralny.
Na zewnątrz do Tadzinka linia prowadziła,
Druga linia na pierwszym piętrze się kończyła.
Z centralki kilka sznurków do dołu zwisało,
Którymi tych połączeń się dokonywało.
Konieczne było jednak by przy tej centrali,
Domownicy na zmianę wciąż dyżurowali,
Bo zawsze był potrzebny ktoś do połączenia
Z Tadzinkiem lub z "Kantorem" który zamówienia
Na mleko zamawiane furgonem przyjmował,
Adresy odbiorców starannie notował.
Bo mleko z Marcelina było bardzo znane
Z jakości i w Warszawie wciąż poszukiwane.
Niemowlęta tym mlekiem z pożytkiem karmiono,
A higienę udoju powszechnie chwalono,
Był okres kiedy sto krów stało tu w oborze,
A mleko wydojone o właściwej porze,
Po schłodzeniu w butelko szklane nalewano
I prosto do odbiorców końmi wysyłano. [...]

Ostatnią część swoich "Wspomnień" Witold Henryk Majlert poświęcił drzewom majątku, które pamiętały niejednokrotnie bardzo dawne czasy i były prawdziwą ozdobą Marcelina. Znalazł się tu również opis momentu rozstania z rodzinnym domem.

... Ostatnia melodią słyszaną w salonie
To był warkot motorów, a na nieboskłonie
Szum samolotów i grzmot bomb zrzucanych z góry
Aż ziemia drżała, domu waliły się mury.
Dymy okryły ziemie, czołgów gąsienice
Przez ogród koło domu przetarły ulice,
Połamane gałęzie drzew ściętych sterczały
I pociski dokoła z hukiem wybuchały...
Wśród pocisków i wrzawy, przez Niemców pędzeni
Nie mieliśmy już kąta swego na tej ziemi.
Ten straszny obraz śni mi się czasem nocami,
Że wyrzuceni z domu, w świecie zabłąkani
Wciąż szukamy dla siebie schronienia,
Którego dać nie może stratowana ziemia...

Do ostatniej wojny, w Marcelinie, obok Witolda Majlerta ojca Witolda Henryka, współgospodarzył młodszy brat Zdzisław Teodor (1885-1944). Zasługą jego była melioracja majątku. Nadmiar wód przepompowywał do rowu odprowadzając je do Wisły. Wzorowy ogrodnik, utrzymujący korespondencję z przodującymi sadownikami europejskimi, specjalizował się w uprawie szparagów, rabarbaru, pomidorów i owoców. W niektórych okresach zatrudniał nawet do dwustu osób.

Praktyki w gospodarstwie odbywali studenci uczelni ogrodniczych i rolniczych Warszawy, Lublina, Wilna, Poznania i Krakowa. Należał do nich m.in. syn byłego ministra Grabskiego. Wśród studentów-praktykantów były również późniejsze żony: Witolda Henryka Majlerta Halina z domu Kopeć (1917-1998) i Henryka Norberta Majlerta Hanna z domu Maringe.

Praca w gospodarstwie stała na bardzo wysokim poziomie organizacyjnym. Każdy miał podczas rannej odprawy przydzielone zadanie, z którego rozliczał się wieczorem.

Zdzisław wydzierżawiał leżące odłogi m.in. w Białołęce Dworskiej, Płudach i dalszych okolicach, i tam na bardzo słabych ziemiach, przez odpowiednie uprawy i nawożenia uzyskiwał przyzwoite plony zboża paszowego, a nawet pszenicy sianej w szerokich rzędach i ręcznie motyczkowanej. Dzisiaj rośnie tu młody las ciągnący się aż do ul. Ołówkowej i Polnych Kwiatów.

Podczas II Wojny Światowej w majątku znalazło pracę wielu ludzi, wielu otrzymało strawę, a także dach nad głową.

Działania wojenne 1944 roku zniszczyły całkowicie posiadłość, a jej właściciel został wysiedlony przez Niemców do Jabłonny, skąd wrócił i zginął na własnej ziemi zastrzelony w stodole. Pochowany jest na cmentarzu w Tarchominie.

Wczesną wiosną 1945 r., po przejściu frontu, na zniszczone gospodarstwo wrócił syn Zdzisława Henryk Norbert Majlert (1919-1987). Co tu zastał możemy wywnioskować z listu, który wysłał 25 marca 1945 r. do żony Hanny i matki Haliny. A oto obszerne fragmenty dotyczące załączonego doń planu sytuacyjnego majątku:

"... te linie proste i krzywe to okopy z silnie rozbudowanymi bunkrami i całą krętaniną rożnych mniejszych fortyfikacji, stanowisk czołgów i artylerii. Kawałki zakropkowane sądząc z oznaczeń nie są rozminowane.

Mamy w sadzie kilka wagonów min, amunicji najrozmaitszej i niewypałów, sporo grobów i resztki koni. Pocieszające jest to, że w bunkrach jest jeszcze kilkadziesiąt wozów drzewa, co umożliwi odbudowę...

... Sadu owocującego pozostała 1/3, krzewów 1/2, rabarbaru 2/3. Z młodego sadu została dziesiąta część. Bez uprawy wiosennej nigdzie siać nie można, bo pole jest zryte lejami i zjeżdżone czołgami, świerki wszystkie ustrzelone, zostało z połowy coś przy ziemi.

Patrząc na Rysiny widać, że tam nikt żywy by nie wytrzymał. Wózek na szynach jest zamieniony na sitko. Stoją na Rysinach tylko dwa słupy bramy nie uszkodzone, ale topole poharatane na nic..."

Ogrom zniszczeń nie zniechęcił Henryka Majlerta. Protokół lustracyjny sporządzony w październiku 1945 r., gdy właściciel Marcelina starał się o pożyczkę w Spółdzielczym Banku Ogrodniczym, dowodzi jego determinacji w dążeniu do odbudowania gospodarstwa. Czytamy w nim: "Zwiedzającym gospodarstwo rzucają się w oczy dwa zasadnicze czynniki; pierwszy to tragiczne skutki wojny, a więc prawie całkowite, bo do fundamentów zniszczenie zabudowań gospodarskich, sadu oraz uniemożliwienie upraw rolnych i gospodarstw przez działania wojenne, a więc pociski, miny, bunkry, zapory z drutu kolczastego itp.

Drugi czynnik, to pełna samozaparcia się w najbardziej prymitywnych warunkach, wśród niewygód i ciągłych braków praca nieustanna, wytrwała, świadoma jednak podjętych celów, rozważna i umiejętna, dlatego też wydajna, o czym świadczą naoczne rezultaty tej pracy jak: doprowadzony do względnego porządku dom mieszkalny, pokryty nową dachówką jeden z budynków gospodarskich, rozpoczęty remont niektórych budynków pomocniczych, oraz budowa niewielkiej, 10 m długiej szklarni-mnożarki, przeznaczonej do wysiewu wczesnych rozsad warzywnych.

O systematycznej pracy właściciela świadczy oczyszczenie z min 15 ha tzw. pól minowych. Stosy wydobytych min odpowiednio unieszkodliwionych stanowią wyborne paliwo i mają też dlatego szerokie zastosowanie w powyższym gospodarstwie.

Pożyczka, o którą ubiega się właściciel jest przeznaczona na wykończenie rozpoczętej budowy szklarni wyżej wspomnianej, rekonstrukcji okien inspektowych, oraz dokompletowania inwentarza żywego i martwego.

Walory gospodarcze właściciela, pełna poświęcenia praca przy jednoczesnym wyrzeczeniu się wraz z rodziną wszelkich najskromniejszych nawet wygód, daje gwarancję celowego i umiejętnego wykorzystania zaciągniętej pożyczki i solidnego wywiązywania się petenta jako pożyczkobiorcy z zaciągniętych względem naszego Banku zobowiązań".

Że ocena umiejętności fachowych właściciela dokonana przez lustratorów była trafna, dowodzi choćby opis Marcelina, jaki w 1975 r. zamieściło czasopismo "Owoce, warzywa, kwiaty":

"Wieś Marcelin koło Warszawy ma bogate doświadczenia w tworzeniu zespołowych form gospodarowania. Tu przed laty powstał pierwszy zespół wspólnego deszczowania, tu też użytkowano wspólnie pierwszy ciągnik.

Wieś wybudowała w czynie społecznym świetlicę, asfaltowe drogi dojazdowe. W 1973 r. powstał zespół wspólnego gospodarowania. Tworzy go rodzina Majlertów: ojciec, syn i dwie córki. Rodzina ta znana jest od dawna, ma bogate tradycje ogrodnicze. Uprawia tę ziemię od kilku pokoleń. W sumie zespół zajmuje powierzchnię 13,4 ha.

Wprowadzenie i stosowanie nowych zdobyczy nauki do produkcji jest możliwe dzięki fachowej wiedzy wszystkich członków zespołu. Kierownikiem zespołu jest syn Zdzisław, a ojciec, który jest założycielem zajmuje się sprawami organizacyjnymi. W pracy w zespole pomaga żona syna Elżbieta i mąż córki. Inżynier Henryk Majlert jest czynnym wieloletnim działaczem społecznym. Zespół korzystnie wpływa na okoliczne gospodarstwa, oraz wpływa na ogólne podniesienie kultury ogrodniczej."

Sam Henryk Majlert po latach tak wspominał swoją pracę i osiągnięcia ("Dziennik Ludowy" z 17 stycznia 1985 r.):

"W czasie wyzwolenia Warszawy mieszkałem na terenie Pragi. Gospodarstwo, które odziedziczyłem po ojcu było bardzo zniszczone, gdyż przebiegała przez nie linia frontu. Po przejściu frontu na terenie gospodarstwa pozostało dwadzieścia czołgów oraz masa zabitych ludzi i koni.

Miałem wykształcenie ogrodnicze i duży zapał do pracy. Niestety, nie miałem środków na odbudowę gospodarstwa.

Jednocześnie prowadziliśmy szkolenia. Koło ZSL umożliwiło nam również zainstalowanie deszczowni na 80 ha gruntów. Była to nowość na owe czasy, osiągnięcie, które utorowało nam drogę do sukcesu.

Brałem czynny udział w organizowaniu ogrodnictwa w Polsce. Wiedzieliśmy, że możemy zostać krajem o ogrodniczej specjalizacji. Boli mnie, że o ogrodnikach wielu ludzi wypowiada się pogardliwie. Mamy 20 ha, uprawiamy warzywa pod szkłem i folią. Niestety, część gruntów jest już wywłaszczona. Obok nas powstaje osiedle Białołęka Dworska. Ubytek ziemi to bodajże największa bolączka stołecznego rolnictwa i ogrodnictwa".

Henrykowi dzielnie pomagała jego żona Hanna Majlert z domu Maringe, pochodząca z ziemiańsko-szlacheckiej rodziny. Przodkowie jej wywodzą się z Francji, Włoch i Niemiec. Dziad osiadł w Polsce po kampanii Napoleona w 1812 roku. Po nich odziedziczyła energię, zdolności organizacyjne i umiejętność współpracy z ludźmi. Poza tym miała z mężem od najwcześniejszych lat wspólne zainteresowania. Była absolwentką Państwowej Szkoły Ogrodniczej w Poznaniu.

Od 1987 roku trud prowadzenia gospodarstwa spadł wyłącznie na syna Henryka Zdzisława Majlerta, któremu dzielnie pomaga żona Elżbieta. Oboje mają gruntowne przygotowanie zawodowe. Pomimo bardzo wielu obowiązków w prowadzeniu produkcji ogrodniczo-warzywnej, potrafią oni znaleźć czas na pracę społeczną dla dobra nie tylko osiedla Marcelin.

Pani Elżbieta Majlert pełniła różne funkcje społeczne w samorządzie, była radną m.st. Warszawy, a także dzielnicy Warszawa Praga Północ.

W ślady dziadków i rodziców poszły również jej dzieci Andrzej i Maria Anna, studiujący na SGGW ogrodnictwo i rolnictwo.

Kończąc naszą opowieść o Majlertach gospodarujących po 1945 r. w Marcelinie wspomnieć musimy jeszcze drugiego syna Zdzisława Teodora, Jana (1921-1985), absolwenta ukończonej podczas okupacji Szkoły Ogrodniczej Wiśniewskiego przy ul. Pankiewicza w Warszawie i żołnierza Armii krajowej. Rozbudowujący się po wojnie na tych terenach przemysł (Zakłady Prefabrykacji Elementów Betonowych, Warszawska Fabryka Tworzyw Sztucznych), Wodociąg Północny oraz część trasy komunikacyjnej N-S wchłonęły jednak stopniowo należącą doń część majątku. Przejścia z tym związane zrujnowały zdrowie właściciela i przyczyniły się do jego przedwczesnej śmierci.

Niewielką resztówkę po ojcu przejął syn inż. Ludwik Majlert, wychowanek Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, który uprawia na niej warzywa, m.in. słodką kukurydzę i podobnie jak jego pradziad szparagi.

Podobnych majątków jak Marcelin dziś osiedle z rzadką zabudową rozsianych po okolicy było wiele. Przetrwały tylko nieliczne, o istnieniu pozostałych świadczą dziś na ogół jedynie nazwy figurujące na starych mapach bądź skromne ślady, które znikają wraz z budową i rozwojem nowych osiedli.

Do 1944 r. istniały jeszcze zabudowania dworskie przy zbiegu dzisiejszych ulic Wałuszewskiej, Lidzbarskiej i Bohaterów. Stał tam stary drewniany dworek wśród gęstych krzewów bzów i dorodnych pachnących akacji. Stajnie, obory, czworaki, na środku wielkiego placu studnia i koryta do pojenia bydła. Dalej na północny zachód, aż do dzisiejszej ulicy Insurekcji rozpościerał się wielki sad.

W Wiśniewie, obok obecnej siedziby urzędu Gminy Białołęka przy ul. Produkcyjnej jeszcze przed paroma laty oglądać było można duże stajnie. Podobne zabudowania gospodarcze istniały obok kościoła św. Jakuba w Tarchominie.

Niewielu też pozostało tu przedstawicieli starych rodów Rembelskich, Smoczyńskich, Mańków, Wojdów, Wiśniewskich, Bieleckich, Godlewskich, Świderskich czy właśnie Majlertów.

Wyślij link mailem
Pdf
Drukuj
Powrót
Wypowiedz się
Urząd Dzielnicy Białołęka, m.st. Warszawy
03-122 Warszawa, ul.Modlińska 197
Telefon: 22 676 76 70
Faks: 22 676 60 90
Stronę odwiedziło osób:
8110905
logo_BP_baner_lewy.jpg
ban-konsultacje.jpg
inicjatywa baner wysuwany1.jpg
ban-mapa.jpg
ban-kontakt.jpg
ban-19115.jpg
ban-bip.jpg
ban-facebook.jpg
ban-youtube.jpg
ban-instagram.jpg